Lis

Tagi

,

lis wv Lis czyli Vulpes vulpes jednym z najliczniejszych gatunków zacnej rodziny psowatych w naszym kraju.  Dorosły samiec waży około dziesięciu kilogramów, przy długości ciała do dziewięćdziesięciu centymetrów, dalsze centymetrów czterdzieści pięć to puszysty ogon. Wysokość w kłębie sięga czterdziestu centymetrów. Futro barwy rudej, ale mogą się zdarzyć osobniki siwe i czarne. Wspaniale przystosowuje się do środowiska, może mieszkać w lesie, może wśród pól, radzi sobie i w mieście. Mimo to niechętnie zmienia miejsce zamieszkania, Nawet wywieziony daleko wraca w swoje dobrze znane okolice. Porusza się także własnymi, dobrze wydeptanymi ścieżkami  Na ogół żyje pojedynczo, tylko w okresie opieki nad młodymi tworzą się grupy rodzinne. Na mieszkanie przysposabia sobie opuszczone nory borsucze lub królicze dbając bardzo by miały kilka wyjść.lis 2a

Głównym pożywienie są gryzonie, ale może też łapać większe owady, płazy gady, ptaki jeśli się zdarzy i niewielkie ssaki. Jeżeli zdarzy się niedołężny zając lub słabowita sarenka, to dla niego święto i to kilkudniowe, bo zadowala się porcją mięsa ok. 0,5 kg dziennie. Lis posiada niewyobrażalnie dla nas wyczulone zmysły, przede wszystkim węch i słuch. Stąd legendy o jego nadzwyczajnej przebiegłości, a on po prostu wie wcześniej.

Ruja lisów zaczyna się wiosną, gdy już dobrze ciepło i trwa nieco ponad pięćdziesiąt dni. Młode rodzą się przeważnie w maju, a jest ich w miocie 4 – 7.

lis 13lis 24Jako tępiciel gryzoni lis jest zwierzęciem pożytecznym dla człowieka i środowiska. Jednak  ludzie go nie lubią ze względu na jego słabość do kurników. Jedyna rzecz jaką nasz gatunek w nim docenia, to futro i dla tego żywią do nas uzasadnioną nieufność. Kiedyś stwarzały zagrożenie będąc rezerwuarem wścieklizny; obecnie, dzięki masowej akcji rozrzucania szczepionek niebezpieczeństwo minęło, a lisy rozmnożyły się ponad pojemność ekosystemu. Musi minąć jeszcze kilka lat, zanim sytuacja wróci do stanu równowagi. Trudno nawet sobie wyobrazić, że kiedyś było ich na tyle mało, że stały się jednym z pierwszych gatunków objętych częściową ochroną. Już w roku 1557 roku uchwalono na sejmie ustawę biorącą w ochronę młode lisy: „Liszek młodych nie ma nikt zbierać sub poena to marcarum, a liszki rozpuścić.” Znaczyło to, że za schwytanie młodych lisków grozi kara do pięciu funtów srebra, czyli drogo.

Uwagę zwraca słowo liszka, dawne określenie lisa. Teraz zrozumiałe robi się przysłowie: „Każda liszka swój ogon chwali.” Nie żadna pliszka, choć też miałby się czym chełpić. Liszka jako forma owada, to słowo urobione również od kształtu lisiej kity.lis 24

W naszej kulturze wizerunek lisa, nie różni się od ogólnoeuropejskiego. Przedstawia się go jako cwaniaka, próbującego nabrać kogo się tylko da.  Tak nabrał kruka w znanej bajce la Fontain’a, lub kozła w bajce Mickiewicza. bajką też okazała się niestety, śliczna opowieść o lisie przeprowadzającym autodezynsekcję.  Sporządzał sobie z mchu czapeczkę i przybrawszy w nią głowę zanurzał się powoli w rzece. Przerażone pchły skakały po nim co raz wyżej, aż zebrały się na suchym mchu. Wystarczyło już wtedy tylko owo nakrycie głowy strącić, by pasożyty odpłynęły z nurtem.

lis 21Wypada chyba przypomnieć zapomniane już powiedzenie o lisach i winogronach. Apetyt lisa na te owoce przysporzył wiele kłopotów Dionizosowi. Również Rzymianie chronili swoje zasiewy puszczając na pola stada lisów z przywiązanymi do ogonów płonącymi pochodniami, by uczcić dzień powrotu Prozerpiny na ziemię. Takiej samej metody, ale dla zniszczenia filistyńskich winnic użył Samson.

 

 

Gęsi

Tagi

, , ,

Jedyny gniazdujący w Polsce gatunek gęsi to gęś gęgawa Anser anser. Jest  to ptak średniej wielkości: długość ciała do około 90 cm, waga do 6 kg, rozpiętość skrzydeł do 180 cm; jej dziób ma średnicę 6,5 cm. Ubarwienie – ogólnie w tonie szarym. Dziób – pomarańczowy, z białym paznokciem na końcu, wysoki u nasady, po brzegach zaopatrzony w karby, dobrze służący rozdrabnianiu pokarmu roślinnego. Zimująca jedynie u nas, ale przez mieszkańców miast lepiej znana (przynajmniej ze słyszenia, bowiem przelatujące nad miastami klucze nie starają się zbytnio o dyskrecję) gęś zbożowa A. fabalis  jest praktycznie tej samej wielkości, a różni się jedynie nieco ciemniejszym upierzeniem. Podgatunek A. fabalis rossicus ma ciemny dziób z pomarańczowym paskiem.gęś pływa

Pierwszą i największą zasługą gęsi jest to, że swym krzykiem obudziła świat do ruchu. Tak przynajmniej twierdzili starożytni Egipcjanie (26; 28). Głos jest formą energii, tu nie ma dyskusji. Arystoteles określiłby więc gęś (najprawdopodobniej gęś egipską, Alopochen aegiptiaca, Wielkiego Gęgacza) jako Pierwszego Poruszyciela.

Święty Tomasz z Akwinu, zgodnie ze swym własnym dowodem na istnienie Boga ex motu, nie miałby najmniejszych wątpliwości, że gęś Bogiem jest.gęś zbożowa

W koegzystencji z gęsią pozostajemy od dawna. Była ona pierwszym udomowionym ptakiem w Europie. W wykopaliskach biskupińskich natrafiono na liczne jej szczątki; zbyt liczne, by mogły pochodzić od ptaków łownych. W zapiskach Ibrahima ibn Jakuba czytamy, że była ptakiem hodowanym powszechnie przez Słowian.

Na pewno jeszcze wcześniej hodowano gęsi w południowej Europie. Za Liwiuszem można przytoczyć historię o gęsiach kapitolińskich, ostrzegających swych wrzaskiem Kamillusa i innych obrońców Rzymu przed nocnym atakiem Gallów. Zgodnie z tą tradycją gęś stała się symbolem czujności i jako taka znalazła swe miejsce w herbach i nazwiskach. Herb Gąska ma synonim Budzisz, zaś pewien polski szlachcic, Stanisław Gąska, popularnie zwany Stańczykiem, trudził się, niestety bezowocnie, budzeniem umysłów swych rodaków.

gęś zbożowa portret 1Gęsi pływają słabiej niż inne kaczkowate, znacznie lepiej natomiast chodzą; pokarm pobierają wyłącznie na lądzie. Na wodzie trzymają się trzcinowisk, w których poruszają się z nadzwyczajną zręcznością. Ponieważ przesmyki są na ogół bardzo wąskie, pływając stadkami, trzymają szyk jedna za drugą (stąd „chodzenie gęsiego”). Warto zwrócić uwagę, że nawet udomowione gęsi, chodząc po otwartej przestrzeni, też przestrzegają kolejności, choć nie ma to żadnego sensu.  Na wodach otwartych pojawiają się niechętnie, wyłącznie z konieczności – gdy muszą wypocząć podczas przelotu. Wybierają wtedy obszary środkowe dużych zbiorników, gdzie czują się bezpiecznie. W istocie zagrażać im w tej sytuacji mogą jedynie orły, a tych nie ma w Europie zbyt wiele.Gęsi

Na lądzie i płytkich wodach przybrzeżnych gęsi mają więcej wrogów: dziki niszczące gniazda i lęgi, lisy polujące na młode i dorosłe ptaki, jenoty, norki. W powietrzu mogą zostać zaatakowane przez sokoła (niebezpieczeństwo u nas raczej teoretyczne) lub zastrzelone przez myśliwych (mocno realne). Polujący na gęsi rzadko zdają sobie sprawę, że zabijając jedną, wyłączają z rozrodu dwa ptaki; łączą się one bowiem w trwałe pary, a osierocony małżonek do końca życia pozostaje w celibacie.

Życie małżeńskie gęsi stanowi osobliwy fenomen. Związek zostaje zawarty bardzo wcześnie, jeszcze przed osiągnięciem dojrzałości płciowej, i pozostaje nierozerwalny. Rodzina sprawia wrażenie nadzwyczaj zgodnej. Jaja wysiadywane są co prawda wyłącznie przez samicę, ale w tym czasie samiec, przebywający stale w pobliżu gniazda, z wielkim oddaniem pełni rolę „ochroniarza”. W opiece nad pisklętami oba ptaki biorą równy udział.

Jest tylko mały szczegół stawiający tę idyllę pod znakiem zapytania – jaja w jednym gnieździe, co wykazały niezbicie badania genetyczne, mogą pochodzić od różnych ojców. Sądzić należy, że gdy samiec „urywa się” do innej, jego małżonka także nie marnuje czasu. Cóż, mocniejsza gwarancja sukcesu genetycznego warta jest dla gęsi więcej niż dozgonna wierność. Z zestawienia powyższych faktów (trwałe pary zdradzające się wzajemnie) wnosić można, że między gęsimi małżonkami musi istnieć głęboka więź psychiczna; u ludzi taki stan nazywa się prawdziwą, dojrzałą miłością. gęsi 2

Zależność „duchowa” między ptakami tworzącymi parę wydaje się tym prawdopodobniejsza, że daje się także zaobserwować w zachowaniu gęsich piskląt. Pierwszą istotę, jaką ujrzą po wykluciu się z jaja, uznają za matkę i oczekują od niej opieki. Jeśli jest to człowiek, i taką opiekę w miarę możności sprawuje, to młode uciekać będą w popłochu od pokazanej im później biologicznej matki, pełnym zaufaniem darząc właśnie człowieka.gęś zbożowa portret 3

Podobne zachowania są u innych gatunków ptaków nieczęste; obserwuje się je za to wśród ssaków. Można więc przypuszczać, że u gęsi istnieje zakodowana genetycznie tendencja do uzależnień psychicznych – gdy wygasa związek uczuciowy z rodzicami, nie potrafiący żyć samotnie młody ptak natychmiast łączy się z drugim.

Analogia do zachowań ludzkich jest olbrzymia i zabijanie gęsi, intensywny tucz lub skubanie puchu wydaje się tym większym okrucieństwem.

Można przypuszczać, że hodowcy i myśliwi nie znają egipskiej Księgi Umarłych, według której, udając się do krainy zmarłych, będą musieli przejść obok wód gęsiego stawu – char. Wrzask, jaki owe ptaki uczynią na widok okrutnika, poinformuje Ozyrysa, towarzyszące mu bóstwa pomniejsze i wszystkich potwornych strażników, kto się zbliża – a wtedy biada złej duszy!

Dziś o niektórych panienkach mówi się z pogardą „głupia gęś”, co jest nonsensem, gdyż gęś – obok krukowatych i papug – jest jednym z najinteligentniejszych ptaków.

W miastach gęsi zbożowe, ale tylko pojedyncze osobniki, pojawiają się sporadycznie w parkach, za każdym razem budząc sensację. Zdziwienie obserwatorów jest tym większe, że wybitnie ostrożne w warunkach naturalnych ptaki zachowują się wobec karmiących je ludzi śmiało, a nawet dość bezczelnie.

Szczygieł

Tagi

, , ,

szczygieł 34Choć nasze miejskie szczygły Carduelis carduelis przez okrągły rok mogą nie oddalać się zbytnio od swych siedzib – jasnych parków, cmentarzy, podmiejskich sadów – to najłatwiej zobaczyć je zimą, gdy wybierają się na poszukiwanie miejsc obfitujących w ich ulubiony pokarm, łopiany i osty. Łatwo zauważyć rozćwierkane stadko barwnych ptaków przelatujących z miejsca na miejsce, ale kiedy już zapadną między rzepy, to jakby przywdziały naraz czapki niewidki, kompletnie znikają z oczu. Trwa to jednak krótko, bo ptaki nie wytrzymują siedzenia w jednym miejscu i po kilku chwilach przelatują w inne, choćby się niewiele od poprzedniego różniło. Takie wiercipięty.szczygieł 12

Są ciut mniejsze od wróbli maksymalna rozpiętość skrzydeł to 23 cm, twarze mają przyodziane w karminowe maski, policzki białe, takież brzuszki i kuperki, a piersi białawe z brązowym nalotem. Grzbiet kasztanowy, rozwidlony ogonek i skrzydła czarne zdobne żółtą pręgą i dodatkowo białymi perełkami. To chyba najbardziej kolorowy z naszych ptaków. Samica jest tak podobna do samca, że z kilku kroków nie sposób ich rozróżnić. szczygieł 8

Mimo że dość liczne i wielce charakterystyczne, przez artystów prawie niezauważalne. Malował je, co prawda, Hieronim Bosch, pisywał o nich Wacław Potocki, Ignacy Krasicki i Aleksander Fredro, ale zawsze w kontekście nie najlepszym – ptaka schwytanego i niezbyt ładnie śpiewającego, choć posiadającego wielkie ambicje w tym kierunku. Na szczęście, barbarzyński zwyczaj odłowu szczygłów należy do przeszłości, a miłośnicy trzymania ptaków w niewoli bywają karani.

Żółciak siarkowy

Tagi

, ,

dzień trzeciGdy wiosna w pełni na parkowych, ulicznych i znacznie mniej licznych miejskich, liściastych drzewach miejskich (na niektórych iglastych też, ale nieporównanie rzadziej) wyrasta efektowny, siarkowo-, lub pomarańczowo żółty grzyb – żółciak siarkowy, zwany także żagwią i hubą siarkową, żagwią Rostafińskiego lub hubą topolową. Po łacinie Laetiporus sulphureus.

W miastach widujemy go głównie na topolach (bo ich najwięcej), ale wyrasta także na wierzbach, dębach, grochodrzewach, jesionach, na drzewach owocowych w sadach, czasami na modrzewiach, odnotowano też go sporadycznie na jodłach i świerkach. Młode osobniki mają kształt bulwowaty, żółciak siarkowy z boku potem rozrastają się czyniąc wachlarz lub półkole, bywają jednak też i mocno nieregularne. Osiągają spore rozmiary, największy owocnik, o którym czytałem, ważył 25 kg.

Jest jadalny i na forach grzybiarskich znajdzie się wiele przepisów na sznycle, flaczki, marynaty i inne dania z niego uczynione. Dla nas ważniejsze jednak jest co innego. Jak inne grzyby wyrastające na drzewach powoduje choroby żywiciela – konkretnie zgniliznę brunatną prowadzącą nieuchronnie do obumarcia drzewa. Nie lubią więc, go opiekunowie zieleni miejskiej, włodarze parków, leśnicy ani sadownicy. W przypadku tych ostatnich, da się ową niechęć zrozumieć.żółciak siarkowy Jednak pozostali winni przypomnieć sobie, że z punktu widzenia różnorodności życia martwe drzewo jest skarbem nieocenionym. Gnieżdżą się w ptaki, kryją ssaki i gady, rozwijają owady i pajęczaki. Warto więc, zostawić (zwłaszcza w parkach) żółciaka w spokoju; może nawet jakaś zwariowana paniusia biadolić będzie, że może zostać ugodzona spadającą gałęzią (daje słowo – spotkałem taką), ale nie należy się kierować zdaniem idioty, a tym bardziej postępować jak idiota.

Dziurawiec

Tagi

, ,

ideałDziurawiec zwyczajny Hypericum perforatum to roślina pospolita, bo nie wymagająca ani zbyt bogatej gleby, ani zbyt wyszukanego środowiska. Dobrze się czuje na łąkach, polach i na skrajach lasów; uprawiać go można na nawet na jałowych glebach; nie znosi jedynie mokradeł. Jest rośliną niezbyt pokaźną, wyjątkowo tylko dorasta do jednego metra, o pięknych złotożółtych, zebranych w gęste baldachogronach kwiatach. Liście naprzeciwległe, podługowate, siedzące na gałązkach o bardzo charakterystycznych  kropkowatych zbiornikach olejkowych, sprawiających wrażenie dziurek, od których zresztą biorą się nazwy rośliny: rodzajowa – polska i gatunkowa – łacińska. Owocem jest wielonasienna, pękająca torebka. Oprócz H. perforatum spotkać można w naszym kraju jego kuzynów: Dziurawca kosmatego – H.hirsutum, skąpolistnego – H.montanum , czterobocznego – H.quadrangulum  i rozesłanego – H. humifusum. Zajmiemy się tylko zwyczajnym, bowiem po pierwsze jest najpopularniejszy, a po drugie pozostałe w miastach występują znacznie rzadziej. W miastach wyrasta nad brzegami rzek i w zacienionych, wilgotnych zakątkach parków.pod światło

Dziurawiec jest przede wszystkim znany jako roślina lecznicza. Na Rusi uważano, że z jego pomocą można wyleczyć dziewięćdziesiąt dziewięć chorób. To pewna przesada, ale i tak  lista schorzeń, w których to ziele znajduje zastosowanie terapeutyczne, jest bardzo długa. Używa się go między innymi w stanach lękowych okresu przekwitania, przy moczeniu mimowolnym u dzieci, w napięciu przedmiesiączkowym, w stanach zapalnych żołądka i jelit, a także dróg żółciowych, przy chorobach gośćcowych i bielactwie. Dość poważnym ograniczeniem zastosowania dziurawca jest jego zdolność wywoływania uczulenia na światło. Oczywiście, tak wiele działań biologicznych nie byłyby możliwe bez bogactwa substancji chemicznych, jakie roślina w sobie zawiera. Wymieńmy tylko część z nich: flawonoidy, garbniki katechinowe, olejki eteryczne i jeszcze mnóstwo innych, równie ważnych.z pszczołą

Dziurawiec znalazł zastosowanie w farbiarstwie: niegdyś otrzymywano z dziurawca aż cztery barwniki: różowy, czerwony, żółty i zielony. W Polsce i Rosji, niewykluczone, że również i w innych krajach,  dodawano go jako przyprawę do wódek ziołowych.

Sporą ilość nasion dziurawca znaleziono w wykopaliskach biskupińskich, w jaki sposób go tam jednak używano – nie wiadomo.

Gdyby jakieś sto lat temu zapytać pierwszego spotkanego wieśniaka o dziurawiec, wzruszyłby ramionami nie bardzo wiedząc o co chodzi. Gdyby go jednak zagadnąć o ziele świętojańskie czy dzwonki, wiedziałby wiele i wypowiadałby się z wielkim szacunkiem. Nie pamiętałby z pewnością, że jego dalecy przodkowie czcili dziurawiec i poświęcili go wielkiemu, a tajemniczemu bogu księżyca Chorsowi, natomiast skojarzyłby go z Najświętszą Panienką, wianuszkiem święconym na świętego Jana i najtęższym orężem do skutecznej walki z czarami. Dzwonki były tak niezawodną bronią w walce ze złem, że wściekły na nie diabeł, próbując je unicestwić, poszarpał je pazurami tak, że do tej pory liście mają dziurawe. To, że mu się nie udało zniszczyć ziela całkowicie, dobitnie świadczy o niezwykłej mocy ziela, potwierdzonej zresztą autorytetem Alberta Magnusa, świętego Kościoła i patrona Nauki, który historię ową przytacza.

Szczególną skutecznością wykazywał się dziurawiec przeciw dziwożonom, zwanym też mamunami, albo boginkami. Były to istoty powstałe podobno ze szczątków porwanego rękami bogów potwora Ponicza, bardzo brzydźkie pałuby, niby baby pokuśnice, rodzaj diablic. Oczy ich mają być duże jak  dwa talerze, zęby jak kły świńskie, wzrost wysoki, ręce bez miary długie, tylna część ciała jako kopa siana. Ci, co spotkali się z boginkami bliżej, mówili też o ogromnych i obwisłych piersiach dla wygody zarzucanych na plecy; mogły nim, niczym kijankami prać swe długie, zielone włosy. Mamuny zamieszkiwały nadrzeczne zarośla, a czasem lasy i jeziora. Z nazwiska znamy ich siedem: Waca, Maca, Puc, Fuc, Gonka, Koszlawa i Jęczkowska, ale było ich więcej. Chodziły gołe, ale zmierzwione włosy nakrywały czerwonymi czapeczkami. Ponoć pewien gospodarz porwał jednej taką czapeczkę, ale ją zwrócił udobruchany jej rzewnym śpiewem u swego okienka. Mamuny często odwiedzały ludzkie siedziby, choć mężczyzn napastowały z rzadka i tylko pijanych, natomiast kobiety krzywdziły jak tylko mogły, przy czym szczególnie zajadłe bywały wobec położnic. Gdy udało im się taką schwytać, wlokły ją na trzęsawiska, maczały w wodzie, prały kijankami, a gdy już dobrze namokła wyżymały bez litości. Porywały też nieochrzczone niemowlęta, a na ich miejsce podrzucały swoje dzieci – bogieniaki. Mamuni pomiot bywał tępawy, z trudem uczył się mówić, a jak już się nauczył, to i tak plótł bez sensu. Apetyt miał za to wyśmienity, a przez to niekiedy i siłę nadzwyczajną: bywało, że wóz z sianem sam podnieść zdołał. Rzadko dożywał lat dziesięciu. Dziwożony na swój sposób kochały swoje dzieci i bardzo były wrażliwe na ich płacz. Dawało to pewną szansę odzyskania swego dziecka, bo jeśli zmusiło się odmieńca do płaczu, najlepiej ćwicząc go rózgą, poruszona boginka zwracała porwane, a zabierała swe własne dziecię nie chcąc go wydawać na pastwę sadystów. Swoją drogą dzieci z chorobami wrodzonymi nie miewały na naszych wsiach słodkiego życia.dziur

Jeżeli jednak z jakiś powodów nie można było prędko ochrzcić dziecka, a chciało się uniknąć kłopotów z dziewożonami trzeba było uwiesić nad kołyską dziurawcowy wianuszek, po utrwaleniu wiary chrześcijańskiej poświęcony w kościele w dniu świętego Jana. Nie był to jednak warunek konieczny, ponieważ rosnące w polu dzwonki także odstraszały mamuny. Kiedyś zdarzyło się doborowej siódemce tej porwać osłabioną połogiem niewiastę. Sześć boginek taszczyło nieszczęśnicę nie szczędząc jej kuksańców, natomiast siódma, Koszlawa, nie mogła nadążyć i czuła się mocno skrzywdzona, że tak wspaniała zabawa nie jest i jej udziałem. Gdy zazdrość mało już jej nie udusiła, krzyknęła: „Położonka, chyć się dzwonka!” Porwana usłuchała i gdy tylko poczuła w garści dziurawiec, dziwożony zniknęły. Bywało jednak, że boginki działały solidarnie. Sześć z nich zajmowało się porwaną, a jedna zajmowała jej miejsce w małżeńskim łożu. Gdy doborowa szóstka katowało fizycznie żonę, siódma pastwiła się psychicznie nad mężem, jęcząc, marudząc i narzekając bez miary. Musiał też biedak spełniać jej najwymyślniejsze zachcianki. Chyba więc warto na wszelki wypadek powiesić sobie w sypialni wianuszek z dziurawca; kto wie jakich będzie mieć gości.

Kalina

Tagi

,

 

kalinka xViburnum opulus, kalina koralowa, niewysoki, bo najwyżej czterometrowy krzew o luźnej, niesymetrycznej koronie, pospolity na całym niżu, w górach rzadszy, w Tatrach nieobecny. W miastach sadzona w celach upiększenia krajobrazu. W Warszawie spotkać ją można w nadwiślańskich harabuzdach, ale czy rośnie tam dziko, czy tylko jej się zdziczało, trudno orzec.

Liście ciemnozielone latem, szkarłatne jesienią, dość szerokie, tępoklapowane, do 12 centymetrów długie. Kwiaty drobne, białe, zebrane w baldachogrona na szczytach gałązek, te na obrzeżach kwiatostanu większe, ale płone. Najbardziej charakterystyczne są jednak jej owoce, barwą i kształtem przypominają czerwone porzeczki, nieco tylko od nich większe, bo o średnicy około centymetra i jeszcze bardziej połyskliwe. Nadgryzione bywają gorzkawe, po pierwszych przymrozkach stają się przyjemnie kwaskowate.

Najłatwiej kalinę znajdziemy w miejscach wilgotnych, wśród zarośli, nad wodą.

Ten niepozorny krzew ma potężne siły lecznicze: korzystali z nich ludowi znachorzy, liczne rzesze adeptów i mistrzów sztuki zielarskiej, a i oficjalna medycyna akademicka wspiera się nimi skwapliwie. Od niej zresztą zacznijmy: suszona kora kaliny będąca uznanym, farmakopealnym surowcem roślinnym zawiera garbniki pirokatechinowe, skopoleptynę (pochodną kumaryny działającą na macicę), katechinę, trójterpeny, fitosterole, olejek eteryczny, sole mineralne, i jakąś niezidentyfikowaną substancję o silnych właściwościach spazmolitycznych. Odwary z kory kaliny działają wybiórczo na mięsień macicy, znoszą jego napięcie, łagodzą uczucie bólu i hamują niezbyt nasilone krwawienia. Mogą zapobiec nawet zagrażającemu poronieniu lub przedwczesnemu porodowi. Zaleca się go zarówno przy bolesnych kurczach macicy podczas miesiączki, jak i krwawieniach międzymiesiączkowych pojawiających się w okresie przekwitania. W postaci wyciągu gęstego używa się kory kaliny do leczenia hemoroidów, a także bolesnych kurczów łydek i w nadciśnieniu tętniczym.8a

Zielarze rozszerzają jej spektrum zastosowań dodając ją do mieszanek przeciw migrenie, reumatyzmowi i rwie kulszowej oraz zapaleniu kłębuszków nerkowych, uporczywemu świądowi i mięśniakom macicy.

Homeopaci zalecają ją przy leczeniu zaburzeń miesiączkowania przebiegającym z towarzyszeniem omdleń i o niezbyt nasilonym krwawieniu.

W lecznictwie ludowym prócz kory wykorzystywano kwiaty i owoce kaliny. Odwar z kwiatów łagodził skurcze jelit, wspomagał trawienie, bywał też traktowany jako lek wykrztuśny. Sok z owoców słodzony miodem leczył przeziębienie, kaszel, pomagał tamować krwawienia wewnętrzne i z nosa. Sok z owoców z cukrem bywał skuteczny w nadciśnieniu, a nalewka na nich poprawiała nastrój. To ostatnie całkowicie racjonalne, wielokrotnie zweryfikowane i w trakcie dalszych weryfikacji na licznych ochotnikach. Nieśmiało można dodać, iż efekt poprawy samopoczucia u niektórych osobników występuje na sam widok kwitnącego, lub owocującego krzewu kaliny.kalina 2 W Polsce, jak zresztą na całej Słowiańszczyźnie, kalina była symbolem młodości i piękna. Romantyczni poeci rozszerzyli znaczenie symbolu o niewinność, dziewictwo, cierpienie i smutek (zbieżność chyba nieprzypadkowa). Trzeba geniuszu Mickiewicza, by w Panu Tadeuszu  wbrew powszechnemu wzdychaniu przedstawić ten krzew in flagranti, w objęciach z głogiem, ulubieńcem pełnej wigoru i temperamentu bogini Flory. Krzepka i energiczna Kalinka, pojawia się też w pieśni ludowej, niestety nie naszej a rosyjskiej. Z epoki romantyzmu wywodzi się też zwyczaj sadzenia kaliny na grobach młodych ludzi. Miała ona informować przechodniów o czystości duszy zmarłego. kalina owoceZastaną symbolikę nie bez premedytacji  wykorzystał (bo rzemiosło pisarskie znał jak mało kto) Henryk Sienkiewicz nadając ligijskiej księżniczce imię Kaliny. Jego bohaterka była osobą młodą, niewinną, pryncypialną, ale trochę nudną.  Nie tak bardzo już przywiązani do niewieściej cnoty moderniści zapomnieli o kalinie.

Mojemu pokoleniu na ogół kalina kojarzy się nie z rośliną, ale z nieodżałowaną Kaliną Jędrusik – jak ona pięknie przysmucała!

 

Chrzan

Tagi

,

chrzanChrzan pospolity Amoracia lapathifolia jest zgodnie ze swą polską nazwą gatunkową rośliną powszechnie spotykaną na naszych polach i nieużytkach, byleby tylko gleba była dość wilgotna. Bywa także uprawiany ba plantacjach i w ogródkach przydomowych. W miastach spotyka się go wszędzie tam, gdzie baczność ludzka przysypia na dłużej: na trawnikach, zaniedbanych placach, wzdłuż niezabetonowanych brzegów rzek. Najbardziej znamiennymi jego cechami są duży biały korzeń palowy i szerokie liście odziomkowe. Liście wyżej rosnące mają kształt różny, w zależności od tego, jak wysoko umieszczone są na łodydze. Łodygi do wysokości pół metra, rozgałęzione, a łodyżka kwiatowa cienka i słabo ulistniona. Kwiaty niepozorne, białe, zebrane w grona.

W krajach słowiańskich chrzan był znany i używany „od zawsze”, a stosowano go w dwóch dziedzinach: w kuchni i w medycynie. W kuchnie bywał niezastąpioną przyprawą, jego starty korzeń przyprawiony octem był i jest znakomitym dodatkiem do mięs, a jeśli octu się nie doleje, można zrobić z niego sos. Sos chrzanowy to potrawa tak utrwalona w polskiej tradycji, że podanie sztuki mięsa z jakimkolwiek innym dodatkiem byłoby nietaktem towarzyskim. Stopień nieprawdopodobieństwa podobnego wybryku jest tak wysoki, że nawet kodeksy honorowe nie przewidują stosownej reakcji na taki skandal. To samo tyczy się duszonych ozorów, choć dla nich obyczaj nie tak restrykcyjny i dopuszcza jeszcze sos szary.

Niestety, nowsze księgi kucharskie pomijają milczeniem możliwość przyprawiania w ten sposób pieczonych ryb, a szkoda, bo nasi przodkowie zajadający się nimi nasi przodkowie, dobrze wiedzieli co dobre.

Liście chrzanu były i są obowiązkowym dodatkiem do kiszenia ogórków, choć trzeba przyznać trwają w tej mierze spory między ich zwolennikami, a partią miłośników liści dębowych oraz frakcjami obstającymi za liśćmi wiśni, a nawet czarnej porzeczki.chrzan z liszkami

Zastosowania lecznicze chrzanu także w większej części oscylują wokół przewodu pokarmowego. Chrzan zawiera liczne witaminy, głównie: C, B i E; glikozyd izocyjanidowy sinigrynę (ten sam glikozyd spotykamy również w służących do sporządzania musztardy nasionach gorczycy); olejek eteryczny i inne fitoncydy. Nawet pobieżne spojrzenie na skład chemiczny, pozwala się zorientować, że chrzan ma przede wszystkim działanie przeciwbakteryjne. Poleca się go więc w przypadkach nadmiernej fermentacji w jelitach, przy cuchnącym oddechu; a także przy przeziębieniach z podwyższoną temperaturą i ogólnym wyczerpaniu. W niepamięć odszedł już sposób wykorzystania liści przeciwko nadmiernemu poceniu się stóp; a był prost, wystarczyło obwiązać nimi łydki.

    Dziejopisi mało o chrzanie mówią, a jeżeli już, to za pośrednictwem Imć Pani Anny Chrzanowskiej z domu Frezen żony Jana Samuela Chrzanowskiego, według powszechnej tradycji bohaterskiej obrończyni Trembowli podczas tureckiego oblężenia w 1675 roku. Gdy jej mąż, będący komendantem twierdzy zwątpił o skuteczności oporu i zdecydował się na kapitulację, dzielna niewiasta uzbrojona w dwa noże zagroziła mu, że zabije jego, a potem siebie, jeżeli nie wytrwa w obronie. Pozbawiony możliwości wyboru Jan Samuel poprowadził udaną wycieczkę na wroga, a nim zaskoczeni pohańcy zdołali ochłonąć i nowy szturm przypuścić, przybył z odsieczą król Sobieski i pogonił ich na cztery wiatry. Chrzanowskiemu Sejm krakowski z 1676 r. nadał herb Poraj i dodatkowo nagrodził pięcioma tysiącami złotych, a jego żonę mieszczanie z Trembowli uczcili pomnikiem wzniesionym na pobliskim wzgórzu. Monument się rozpadł z czasem, ale temat podjęli malarze: Smuglewicz i Lesser. Po wiekach uczcił komendantową także Andrzej Waligórski we wdzięcznej, choć żartobliwej pieśni.

Widać nie od parady chrzan był symbolem krzepy, zdrowia i siły fizycznej już od czasów pogańskich. Traktowany bywa także jako afrodyzjak. Chrześcijanie dodawali go do wielkanocnej święconki, upatrując w nim symbol cierpienia Jezusa, który w połączeniu z cukrem wyobraża mękę Pańska zakończoną słodyczą Zmartwychwstania. “Święcą chrzan na znak tego, że gorzkość Męki Jezusowej tego dnia w słodycz się nam i radość zamieniła i dlatego też przy tym masło święcą, które znaczy tę słodycz” – mawiano.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Śniadanie świąteczne rozpoczynało się niegdyś spożyciem całej laski chrzanu, co miało chronić przed bólem zębów i brzucha, ale przede wszystkim była to pamiątka ostatniego umartwienia poniesionego przez Chrystusa, pojonego przed śmiercią żółcią i octem. Zwyczaj święcenia i spożywania chrzanu w Wielkanoc jest związany z tradycją żydowskiego święta Pesach, czyli przejścia, upamiętniającego wyzwolenie z niewoli egipskiej. Ostatnia wieczerza Jezusa i jego uczniów była właśnie obchodami wieczoru sederowego, czyli uroczystej wieczerzy paschalnej. Na pamiątkę cierpień i goryczy narodu wybranego pod jarzmem faraona spożywa się maror, czyli gorzkie zioła w postaci korzenia chrzanu lub liści cykorii.

Chrzan, jako pikantna przyprawa, dobrze służył satyrze. Syrokomla wyśmiewał się z polskiej pobożności w wielkanocnym wierszyku: Ukrajamy szyneczki, umaczamy w chrzanie,/ jak żeś dobrze uczynił, żeś zmartwychwstał Panie!

Tuwim zaś dokuczał Gałczyńskiemu serwując mu ozór na szaro, z dodatkiem chrzanu. Toż dwa grzyby w barszcz. Nie przystoi!

 

 

Rokitnik

OLYMPUS DIGITAL CAMERAMimo diabolicznego imienia i groźnie wyglądających cierni nie ma w rokitniku zwyczajnym – Hippophaë rhamnoides – nic takiego, co mogłoby budzić uzasadnione obawy. Przeciwnie, ten okazały krzew (dorasta do 10 m) jeżeli tylko zechcemy, może nam wyświadczyć sporo dobrodziejstw. Owoce, jego główna ozdoba, to przebogate źródło witamin. Bardzo dużo C, a po za nią B1, B2, B6, E, F i P; karoten i kwas foliowy, prócz tego tłuszcze (aż 8%), cukry, kwasy organiczne, garbniki i mikroelementy: żelazo, bor i mangan. Owoce należy zbierać po pierwszych przymrozkach, jako że tracą przyrodzoną gorycz i stają się przyjemnie kwaskowate (równie dobrze można je po zebraniu umieścić na jakiś czas w zamrażarce).

Ze względu na ich skład chemiczny owoce rokitnika mogą z powodzeniem zaoszczędzić dzieciom katuszy łykania tranu, a przy okazji podregulować nieco funkcjonowanie ich żołądków; tak właśnie pożytkują je mądrzy Tybetańczycy. W ślad za swymi pociechami pójdą ich tatusiowie, a zwłaszcza ci bardziej podtatusiali licząc na zagęszczenie przerzedzonych przez czas czupryn; sok i odwar z rokitnika to przecież tradycyjny specyfik ludów Wschodu przeciw łysinie.

bezsprzeczną zaletą owoców jest to, że niewiele tracą ze swych zalet w czasie obróbki termicznej, co sprawia, że konfitury, galaretki i kisiele są prawie tak samo skuteczne jak świeże owoce czy sok, a o wiele milsze w użytkowaniu.rokitnik

Olej tłoczony z nasion rokitnika zawiera dużo karotenu, karotenoidów i tokoferoli (to im zawdzięcza swą piękną ciemnopomarańczową barwę) oraz, jak wszystkie oleje roślinne, nieprzebrane bogactwo kwasów tłuszczowych. Ma właściwości przyspieszania ziarninowania ran i łagodzenia bólu. Bywa używany przy leczeniu odmrożeń, oparzeń zwykłych i wywołanych promieniowaniem, odleżyn i niektórych chorób skóry, np. egzemy, a ponoć nawet gruźlicy. Rosjanki stosują go do tamponowania pochwy i szyjki macicy, gdy cierpią z powodu nadżerek. Wielce pomocny bywa także ów olej w przypadłościach wywołanych niedoborem witaminy A.

Istnieją jednak przeciwwskazania do jego zażycia, a są to choroby przewodu pokarmowego zapalenia pęcherzyka żółciowego i trzustki.

Odwar z owoców i liści zawierający sporo garbników bywa używany we wschodniej medycynie ludowej do kurowania gośćca i podagry.

Oprócz leków mamy jeszcze wiele innych pożytków z rokitnika; sadzony bywa on na skarpach i piaskach jako umocnienie równie skuteczne co piękne – niegdyś ludy wschodniosłowiańskie otaczały nim swe grodziska, przez gąszcz kolących krzewów przedrzeć się było nie sposób.

Drewno nadaje się do toczenia, a pędy służyły jako surowiec w farbiarstwie. Co więc sprawiło, że nadano mu imię demona? Otóż nie od szatana wziął on imię ale od wierzby rokiciny – Salix rosmarinofolia, którą przypomina kształtem liści.

Rokitnik w naszym kraju w stanie dzikim rośnie rzadko, głownie na nadmorskich piaskach; jest rośliną chronioną. Sadzi się go jednak sporo, a to po parkach dla ozdoby, a to na terenach rekultywowanych dla ustabilizowania gruntu, a to na działkach i plantacjach w celach spożywczych.rokitnik

Sroka

Tagi

sroka 1Sroka (Pica pica) staje się coraz bardziej popularna i jest to efekt zarówno wzrostu liczebności srok, jak i zmienionych obyczajów gniazdowania tego ptaka. Dawniej sroka zakładała gniazda wśród zadrzewień śródpolnych, możliwie najdalej od siedzib ludzkich. Obecnie chętniej gnieździ się w miastach i przy drogach, przez co stała się łatwiej widoczna. Trzeba przyznać, że widok sroki cieszy oko. Ramiona, pierś i brzuch ma śnieżnobiałe; pozostałe części ciała upierzone czarno; lotki i sterówki mają metaliczny połysk. Długi ogon sprawia, że sroka wydaje się ptakiem okazałym. W rzeczywistości tylko największe osobniki osiągają wagę małej kawki. Mniejsza też niż u kawki, i to o ponad dziesięć centymetrów, jest rozpiętość sroczych skrzydeł.

W Polsce nie cieszy się sroka dobrą opinią. Uważa się ją na ogół za rabusia. Po części słusznie, gdyż mimo że jej głównym pożywieniem są robaki, owady i ich poczwarki, małe żaby, ślimaki, ziarno, mimo iż bardzo chętnie dobiera się do przejechanych na szosach zwierząt, to największym jej przysmakiem są jaja innych ptaków i ich pisklęta, których przez całą wiosnę pilnie wypatruje. Stąd chyba ludzka niechęć, manifestująca się, poza niszczeniem sroczych gniazd i wybieraniem z nich jaj, takimi powiedzeniami jak: „gapić się jak sroka w gnat”, ktoś tam „nie wypadł sroce spod ogona”. Nader lekceważące stwierdzenia. Nawet w dziecięcej wyliczance, sroczka, co swym latoroślom kaszkę warzy, na koniec jednemu, albo nic nie daje, albo urywa łepek i odlatuje. Trudno po czymś takim mieć miłe skojarzenia.sroka 6

Wspomniana wcześniej zmiana obyczajów gniazdowania srok jest może właśnie skutkiem prześladowań ze strony wieśniaków i myśliwych. Przeniesienie się do większych skupisk ludzkich przypomina wojskową zasadę: przed ostrzałem artyleryjskim uciekać wyłącznie w kierunku nieprzyjaciela. Osiedlanie się w miastach, połączone z właściwym wszystkim krukowatym zamiłowaniem do błyskotek, daje czasami dziwne efekty. Można sobie wyobrazić zdziwienie mieszkanki Warszawy, gdy wywieszone przez siebie na balkon druciane wieszaki na ubrania spostrzegła na sąsiednim drzewie, gdzie posłużyły srokom jako konstrukcja gniazda. Szczytowym przykładem „zaradności” sroki może być znalezione w Krakowie srocze gniazdo, zbudowane z drutu aluminiowego. Konstrukcja ta ważyła, bagatelka, piętnaście kilogramów.

Normalne gniazdo sroki jest tak charakterystyczne, że nie sposób pomylić go z żadnym innym. Podstawę stanowi wypleciony z gałązek koszyk, uszczelniony od dołu gliną, a wyłożony korzonkami i sierścią. Nie ma w tym nic dziwnego, ale od góry chroni je jeszcze chruściany dach. Całość jest kulą z jednym lub dwoma otworami wejściowymi. Często sterczący z takiego otworu długi sroczy ogon można z daleka wziąć za jeszcze jeden wystający patyk.sroka 5a

Sroki bronią swych młodych z wielką odwagą; do ich gniazda nie śmie się zbliżyć wrona ani nawet kruk. Sroki boją się za to jastrzębi i sokołów, dla których stanowią łatwy łup. Bywa czasem, że sprytna kukułka wyprowadzi je w pole, dotrze do gniazda i obdarzy wątpliwym dobrodziejstwem swego jajka.

Głównym powodem niekontrolowanego wzrostu populacji srok jest wytrzebienie ptaków drapieżnych. Próby ograniczenia ich liczebności przez człowieka są z góry skazane na niepowodzenie. Mogłyby za to przynieść inne, nie dające się przewidzieć, a zapewne przykre skutki.

W krajach skandynawskich stosunek ludzi do srok jest znacznie bardziej przychylny. Są one tam ptakami na wpół oswojonymi i gnieżdżą się w pobliżu siedzib ludzkich. Widać tamtejsza ludność mniej się obawia sroczej „kleptomanii”. O tej wadzie rozpowiedział całemu światu, co prawda w prześliczny sposób, Rossini, we wspaniałej operze Sroka złodziejka.sroka 3a

Sporą sympatią darzą srokę Chińczycy; uważają ją za symbol radości, wszelkiej pomyślności i udanej miłości małżeńskiej. A z pewnością mają rację, skoro jest ich tak wielu. W dawniejszych czasach w Państwie Środka utrzymywano zwyczaj, że gdy małżonkowie musieli się rozstać, rozbijali lustra i każde z nich zabierało jego połowę. W przypadku zdrady owa połowa lustra zamieniała się w srokę i spieszyła donieść o wiarołomstwie zdradzonemu współmałżonkowi. Na wszelki wypadek, do tej pory w Chinach zdobi się lustra wizerunkami srok tłoczonymi na odwrocie.

Głogi

Tagi

, , ,

kwiaty 1W naszym kraju, a więc i w naszych miastach, spotykamy dwa gatunki rodzime głogu: głóg jednoszyjkowy Crataegus monogyna i głóg dwuszyjkowy Crataegus laevigata niegdyś zwany oxycantha. Prócz nich oczywiście nasadzono sporo gatunków obcych i jeszcze więcej ich odmian.

My zajmijmy się wyłącznie naszymi rodzimymi, bo są one wystarczająco ciekawe, by zająć nawet tyle miejsca, ile w niniejszym blogu przypadłoby na kilka roślin.

Należą one do zacnej i licznej rodziny różowatych razem z szypszyną, jabłonią, gruszą, śliwą i innymi pięknymi i pożytecznymi drzewami i krzewami. One same bywają najczęściej okazałymi krzewami lub niewielkimi, acz kształtnymi drzewkami. Dobrze znaszą mróz i jałowe gleby. Kwiaty mają białe, czasami różowo podbarwione, pseudoowoce kuliste lub owalne, czerwone i niewielkie. Najłatwiej rozróżnić oba gatunki po liściach – jednoszyjkowy ma je głęboko powycinanelistki głogu, dwuszyjkowy odwrotnie jajowate, do połowy wysokości całobrzegie, wyżej z niewielkim klapowaniem. Oba zakwitają w maju, a maj ogólnie kojarzy się z miłością, miłość z seksem i nierzadko z małżeństwem. Może tak jest teraz, nasi odlegli przodkowie mieli na ten temat pogląd całkiem odmienny. Maj był dla starożytnych Greków miesiącem poświęconym Mai, a nie była to, wbrew zdaniu niektórych zbyt natchnionych poetów, wdzięczna, urocza i nadobna panna, a stara, złośliwa megiera, najchętniej zajmująca się rzucaniem czarów i uroków, a posługujące się w tych celach głogiem jako narzędziem. Ciekawa zbieżność z tą mało sympatyczną postacią kryje się, nawiasem mówiąc, w ludowej nazwie głogu – babicha. Maia, jak wszystkie boginie epoki matriarchatu odnosiła się z pogardą do instytucji małżeństwa, toteż by jej nie drażnić Grecy nie zawierali związków w okresie jej poświęconym. Jeżeli już musieli, to aby udobruchać jędzę, palili jej pięć głogowych pochodni i obdarowywali ją kwieciem głogu. owoce aŻeby nie było za łatwo, to majowe tabu rozciągało się również na wszelkie formy obcowania cielesnego i noszenie nowej odzieży. Potem, gdy o Mai już zapomniano wyjaśniano przymusową abstynencję okresem sprzątania świątyń, co miało się łączyć z szerzej pojętą czystością. W ten właśnie sposób wyjaśnia się dlaczego wszelkie babiszony przedstawia się z miotłą, natomiast Agata co nogą zamiata to całkiem dorzeczna dziewucha.  Bez wątpienia dorzeczna była rzymska bogini Flora, która bezpardonowo wygryzła Maię z patronatu nad głogiem i majem. Była to postać z natury jurna i krewka, a także przemyślna wielce. To chyba ona nadała głogowym kwiatom zapach kobiecego przyrodzenia (podobno czują to wyłącznie mężczyźni), by wzmóc zapewne siły swych wyznawców w nabożnej rozpuście. Zadbała też o nich w inny sposób. Gdyby któremuś w wiernych w czasie owych praktyk serce nie wytrzymało, to wyposażyła owe lubo pachnące kwiecie we flawonoidy, leukoantocyjanozydy, piokakechinę, katechinę i inne substancje czyniąc je znakomitym lekiem nasercowym. Prócz tego działają uspokajająco, co także może pozytywnie wpłynąć na zdrowie zbyt gorliwych dewotów. owoce na liściach

Gdy minie już maj, można z owoców głogu sporządzić wino i dalej będzie wesoło.